Kiedy byłam mała mama zawsze się mną opiekowałam, troszczyła i w ogóle było mi z nią dobrze. Skończyło się gdy zginęła w wypadku. Teraz został mi tylko tata. Lecz nie wiem czy tak mogę go nazwać. Dlaczego? Jest dla mnie nie dobry. Boje mnie, szarpie. Pije codziennie, później się na mnie wyżywa i idzie pić dalej. Obiecywał że nie będzie już pił, ale to na marne, bo obietnicy nie dotrzymał.
Siedziałam na dachu jakiegoś budynku. Spoglądałam na czarne chmury które wiatr wiał w moją stronę. Nie bałam się burzy wiedziałam że to tylko błyski światła z nieba. Ludzie nie wiedzą że jestem aniołem, bo oni nie mogą mnie widzieć. Jedyną szansą by mnie zobaczyć jest to że ukazuje się w snach.
Mogę spowodować też że będą mnie widzieć tylko w blasku słońca. Oczywiście jeśli mam skrzydła. Jeśli ich nie mam widzą mnie jak każdego innego człowieka.
Pewnie chcielibyście się o mnie trochę dowiedzieć. Więc może zacznijmy od tego że jestem Lena i mam 17 lat ludzkich a anielskich dochodzi już 85 przekształconych na ludzkie. Jestem wysoką blondynką o jasno brązowych oczach. Mam przyjaciółkę Zoe i bardzo dobrego przyjaciela James'a. Jak już mówiłam tata pije a mama nie żyje.
Na dworze padał gęsty deszcz.
Słońca nie było widać.
Woda uderzała o szybę okna.
Siedziałam na parapecie i wspominałam dawne rozmowy z babcią. Nie było to tak dawno, a mianowicie 5 lat temu. Było by dłużej, niestety po moich 13 urodzinach musiała wyjechać, a z tego co wiem tam zmarła. Nie byłam na pogrzebie, bo to było w Kanadzie, tata nie miał środków bo wszystko przepijał, ale wracając: Pamiętam to tak jak na dłoni pokazane. Wieczorne rozmowy o tym co będę robić za kilka dobrych lat. W wielu 12 lat z lekka myślało się już o pierwszej 'prawdziwej' miłości. Ja ją znalazłam ale o tym może później. No więc te rozmowy dały mi do myślenia. Postanowiłam się kształcić. Nie wiadomo co miało by się stać ja i tak będę dążyć do celu. To jest moje motto. I tego się trzymam. Nie wiedziałam gdzie iść czego się uczyć. Zawsze pytałam o to babcie, ale ona powtarzała że mam się mocno skupić na każdym małym drobiazgu a będę wielka. I na to wychodzi że jestem wielka, przynajmniej ja tak uważam. Mam gdzieś co inni o mnie myślą. Pewnie myślą i mówią że jestem dziwolągiem bo jestem zamknięta w sobie. Tak ludzie potrafią być okrutni. Największe i najcięższe myśli wypisuję na kartce papieru, po czym ją spalam. To mi pomaga.
Jeśli chodzi o moją babcie miała ona nie znane dla mnie imię mówili na nią Grandma Mind*. Nie była moją prawdziwą babcią. Była sąsiadką. Nasza długa znajomość zaczęła się kiedy miałam 3 lata. Mama musiała jechać do pracy, tata już w niej był, a mnie nie miała z kim zostawić. Była sobota i wszystkie przedszkola były nie czynne. Zaprowadziła mnie do zaufanej sąsiadki. Znałyśmy się od bardzo dawna - tak mówiła mama. Od tego czasu aż do moich 13 urodzin znałyśmy się bardzo dobrze. Można powiedzieć że była moją najlepszą przyjaciółką, psiapsiółą nazywajcie to jak chcecie, ale wiem że mogłam ją traktować jak babcię której nigdy nie miałam.
Jeśli chodzi o tą miłość, bo wiem że się tej historii nie możecie doczekać to przeżyłam ją z moim tutejszym przyjacielem. Tak chodzi o James'a. Pamiętam jak mieliśmy po 14 lat i nie wiedzieliśmy co to miłość. Traktowaliśmy to jak zabawę. Jak szpan. On miał dziewczyna, a ja miałam chłopaka. W tedy to był tak jakby przyjaciel do seksu. Ale nie był do seksu tylko do całowania i chodzenia z rękę. W końcu skończyłam z tym i zostaliśmy przyjaciółmi, ale takimi prawdziwymi. Przez rok mieliśmy do siebie lekki dystans, nie rozmawialiśmy, w ogóle siebie nie widzieliśmy. James wyjechał do stanów, wrócił jak już mówiłam po roku. Nie wiem po co tam był, nie chce mi powiedzieć.
Sobota. Leżąc na łóżku, wpatrywałam się w sufit. Nie był interesujący więc wstałam. Siedziałam chwilę by przyzwyczaić nogi do ciężaru ciała. Wstałam. Poszłam do kuchni, a po drodze przechodziłam przez salon. Nie zdziwił mnie widok pijanego ojca z butelką wódki w ręku. Olałam to. Nalałam sobie soku pomarańczowego i wyszłam na taras. Piękna pogoda. W końcu lato, piękne lato. Śpiew ptaków, dłuższe wieczory. Ah to życie. Tylko usunąć tą czynność ojca i jest jeszcze bardziej jest kolorowo.
Postanowiłam że nie będę siedzieć w domu w tak piękny dzień. Zadzwoniłam do Zoe i spytałam czy nie ma ochoty jechać na biwak do lasu. Zgodziła się. Jeszcze spytała czy James może z na nami jechać. Także ja się zgodziłam. Powiedziała że mam przyjść do niej o 14 i jej tata nas tam zawiezie.
Zaczęłam pakować śpiwór, namiot i różne pierdy. Równo o 13.30 wyszłam z domu. Chciałam być tam szybciej.
Kiedy zapukałam do drzwi domu przyjaciółki, otwarła mi jej mama.
-Lena, nie spodziewałam się ciebie tutaj. Proszę wejdź.-bez słowa weszłam do domu. Piękne mieszkanie dla szczęśliwej rodziny. Rodzicie Zoe zawsze mówili że ich dom jest także moim domem.
Zoe siedziała w kuchni i jadła obiad.
-Hej- przywitała się kiedy mnie zobaczyła. Skiwnełam jej głową na znak że słyszałam. Nie byłam rozmówna jeśli jeszcze nie zauważyliście. Dziewczyna skończyła jeść, chwyciła swój plecak a ja w dalszym ciągu siedziałam w kuchni i wpatrywałam w zdjęcie nastolatki z rodzicami i starszym bratem Harrym. Zazdrościłam jej że ma rodzeństwo. Zawsze mogła z nim porozmawiać o niestworzonych rzeczach.
-Lena nie masz nic przeciwko jeśli pojedzie z nami Harry i jego przyjaciel, prawda? - zapytała nagle wpadając do kuchni uradowana. Pokiwałam głową że nie. Podeszła do mnie z smutną miną.-kochanie coś się stało? Dlaczego się nie odzywasz?
-Tata znowu leży pijany w domu. Nie chce żeby pił. - po policzku spłynęła mi łza. Dziewczyna szybko ja otarła i przytuliła mnie.
-Nie płacz robaku. Będzie dobrze. Pamiętaj że zawsze możesz na mnie liczyć.
Taka przyjaciółka to skarb.
Wyszliśmy z domu. Tak wyszliśmy James przyszedł jak zwykle spóźniony. Z tego co mi powiedziała Zoe, Harry i jego koledzy już są na miejscu. Jechaliśmy około godziny. Nie czułam tego. W uszach miałam moje kochane słuchawki nigdy się z nimi nie rozstaje. (Muzyka w słuchawkach)
Kiedy dojechaliśmy wypakowaliśmy nasze bagaże i kierowaliśmy się w stronę jeziora. Zauważyłam 3 chłopaków siedzących na molo. Jednego poznałam od razu. Harry Styles we własnej osobie. Brat mojej kochanej przyjaciółki. Moja dawna miłość. Dobra nie tak dawna było to rok temu, ale mi przeszło. Na szczęście nic o tym nie wie. Zaważyłam że Zoe z nami nie ma. Spojrzałam na molo. Witała się z chłopaki. Znałam tylko Harrego. Jeden był wysoki i miał blond włosy, a drugi zaś czarne. James tylko mierzył ich wzrokiem. O co mu znowu chodzi? Oh faceci. Dźgnęłam go łokciem w brzuch. Uśmiechnął się. Takiego James'a lubię: uśmiechniętego i zabawnego. Kiedyś ten uśmiech znaczył dla mnie wszystko. Tak samo jak uśmiech Harrego. Dwa podobni do siebie chłopaki o tak innych osobowościach i zainteresowaniach. Dziwne że nie ma na świecie takiej samej osoby. Że Bóg stworzył tak wiele osób z tak różnymi twarzami.
Siedziałam na kocu.Widziałam jaka Zoe jest szczęśliwa kiedy rozmawia z bratem i jego znajomymi, James doszedł do nich kiedy pomógł mi się rozpakować, czyli 15 minut temu. Czułam że rozmawiają o mnie. Miałam to przeczucie. Położyłam się i wpatrywałam w chmury które popychał wiatr. Tak bardzo chce być szczęśliwa, ale nie potrafię, tak bardzo chce czuć uczucie miłości, szczęścia, radości ale nic. Tak bardzo chce kochać ale nie potrafię. Ten wypadek pozbawił mnie jakichkolwiek uczuć. Przez cały ten czas od wypadku pytam się : Czemu ja?
Odpowiedz jest jedna. Ale ja jej nie znam. Zna ją tylko ta osoba z góry.
Maja historia zaczyna się tak niewinnie prawda? Ale uwierz taka nie jest.